środa, 2 marca 2016

Mach 12, czyli rezygnacja z PM

Match 12


















Lokalizacja: Short Hills, NJ
HM: Citybank
Dzieci: B8, B10

Tuż przed samym wyjściem na lotnisko, otrzymałem email od pewnej LCC z New Jersey, iż ma dla mnie odpowiednią rodzinę. Traf chciał, że leciałem akurat na długi weekend do NYC. I takim sposobem następnego dnia w piątek, spotkałem się z przyszłą hostką w trakcie jej przerwy na lunch na Dolnym Manhattanie. Pracuję ona w Citybanku blisko Wall Street.

Nie wiedziałem z kim będę się spotykał. Mój profil w tym czasie blokowała rodzina z Kolorado (match 11). Jakie było moje zdziwienie gdy ujrzałem Chinkę, która przywitała się i zabrała mnie do chińskiej restauracji, aby pokazać mi kuchnię chińską. Oczywiście nie byliśmy sami. Przyszła ze znajomy, który od kilku lat jest w programie au pair. 

Rozmawialiśmy przeszło godzinę. Zadawałem sporo pytań. Od ogólnych po bardziej szczegółowe. Odpowiedzi jakie usłyszałem nie rozczarowały mnie, a to duży plus. Na koniec zapytałem kiedy mógłbym spodziewać się jakiejś decyzji? Od razu usłyszałem odpowiedź, że jest zdecydowana na moją osobę. Ja postanowiłem grać na czas bo chciałem mieć 99% pewności :P


W niedzielę tuż po 8 rano pod dom mojego znajomego przyjechała przyszła HM, która zabrała mnie do siebie. Zobaczyłem jej domek, w którym powoli kończy się remont generalny. O dziwo w pokoju będę miał własną łazienką i to mnie cieszy :) Sama okolica jest bardzo zielona. Również często można spotkać tam chadzające jelenie.

Do stacji kolei podmiejskiej mam tylko 10 minut spacerem. Na Manhattan dojadę w niecałe 50 minut. Jeśli hostka nie będzie jechała w tamtym kierunku, to ja będę mógł skorzystać z jej karty przejazdowej. Ale tylko w weekendy, które zawsze będę miał wolne :)

Tego dnia również poznałem jej dwóch synów, którzy byli lekko onieśmieleni. W każdym razie sprawiają wrażenie dzieci, które są poukładane i grzeczne. Poznając rodzinę zauważyć można duży wpływ kultury chińskiej, która istnieje od kilku tysięcy lat. Ludzie nie okazują emocji, są bardzo spokojni. Obcym nie powiedzą prawdy o tym co tak na prawdę myślą. Będą udawali, że wszystko jest w porządku nawet gdy tak nie jest. Poza tym Chińczycy to naród pracujący. Istnieje tam kultura pracy, czyli pracować sumiennie i co mnie najbardziej zaskoczyło, to to, że wielu ludzi nie widzi sensu brać urlopu. Odpoczynek uważają za stratę czasu. W ich kulturze robienie rzeczy, które nie rozwijają jest marnowaniem czasu. Dlatego rodzice wielką wagę przykładają do wykształcenia swoich dzieci. Moje dzieciaki oprócz zadań domowych mają również extra homework do zrobienia, który później będzie sprawdzała ich mama. To właśnie jest tradycjonalizm chiński, w którym wychowała się hostka. Wiedzę na ten temat zaczerpnąłem z pierwszej ręki tzn. przy odbieraniu C ze szkoły poznałem pewną Chinką, która tak własnie przedstawiła mi tradycjonalizm chiński. Źródła internetowe również to potwierdzają, jak i kilka moich znajomych, którzy mieli okazję poznać ich w pracy zawodowej.

Dlatego miałem spore obawy co do wyjazdu. Ale słowo się rzekło i mam nadzieję, że drugi rok również będzie dla mnie udanym rokiem :)

Po powrocie do Texasu wysłałem sporego e-maila z pytaniami, na które szybko uzyskałem odpowiedzi. Na przykład hostka zgodziła się zapłacić za weekendowy kurs organizowany przez Cultural Care włącznie z biletami lotniczymi. Za wszystko powyżej 500$ zapłacę z własnej kieszeni. Autem będziemy się dzielili. Choć nie podejrzewam, że będę go często używał. Tyle co na siłownie, zakupy do domu i spotkania au pair meetingPo przyjechaniu tam raczej nic (prócz kultury chińskiej) nie powinno mnie zaskoczyć :)

Dlaczego jednak ponownie szukam rodziny?

Wczoraj otrzymałem telefon od hostki z New Jersey (NJ) z informacją, iż zmieniała plany. Jednak nie leci z chłopakami do Disneylandu bo za drogo. Mówi abym przyleciał tydzień wcześniej, ewentualnie w ostatni dzień obowiązującego mnie kontraktu z rodziną z Teksasu, który kończy się 13 kwietnia.

Po powrocie do domu i poinformowaniu moich obecnych hostów o zaistniałej sytuacji, dzwonią oni do NJ. Pytają o ustalony wcześniej termin mojego wylotu, czyli 16 kwietnia. NJ prowadzi rozmowę, jak to określił mój host w stylu prawniczym i w sposób dla ludzi pracujących w korporacjach na Wall Street. Zaniepokoił się również moim wyborem. Jak wspomniałem, sam miałem obawy co do chińskiej kultury. Dlatego chwila namysłu i zdecydowałem, że rezygnuje z wyjazdu. Wyszło szydło z worka i nie pozwolę sobie popsuć drugiego roku. 

Dziś już jestem po rozmowie z moją LCC, która z pełnym zrozumieniem i zaangażowaniem podeszła do sprawy. Z miejsca wysłała e-maila do biura oraz LLC z New Jersey przedstawiając zaistniałą sytuację i informując o moje rezygnacji. Tak więc tego samego dnia ponownie rozpocząłem poszukiwania nowej rodziny. Mam czas do 12 kwietnia. Trzymajcie kciuki :]

czwartek, 25 lutego 2016

Mach 9, 10, 11

Od kiedy zmieniłem preferencję i biorę pod uwagę wszystkie możliwe stany, do których mogę pojechać, to co chwilę zgłaszają się do mnie zainteresowane rodziny. Nie czekam dłużej niż 1,5 dnia na match.
Przywilejem dla osoby zostającej na drugi rok jest możliwość wybrania stanu :]
Tak to wygląda na mapie :P


Match 9

Lokalizacja: Chicago, IL
HM: PwC
HD: Astellas
Dzieci: G9, B7

Pierwszy raz nie otrzymałem powiadomienia email o tym, że mam match. Pewnie dlatego, iż rodzinie dopiero otwarto konto na CC i nie zdążyli wszystkiego wypełnić. W trakcie przeglądania pierwszej strony byłem pod ogromnym wrażeniem, jak pięknie rodzice opisali własne dzieci. Niestety kolejne strony były puste i brakowało danych kontaktowych. Czekałem więc dwa dni na jakąkolwiek wiadomość i po tym czasie zmuszony byłem skorzystać z takiej opcji:
Niestety Chicago nie odpowiedziało. Trzeciego dnia zeszli z profilu.

Match 10

Lokalizacja: Boulder, CO
HM: własny biznes
HD: własny biznes
Dzieci: G7
Zwierzaki: 3 koty i żółw

Miasteczko akademickie położone nad górami i tylko 30 min do Denver. Przepiękna okolica gdzie wiele się dzieje przez cały rok. Rodzina bardzo zapracowana. Mają 3 biznesy. Host, a w szczególności syn sporo czasu spędza przed grami video :D Tylko 2 weekendy wolne w miesiącu. Praca 45h i zakaz używania telefonu w jej trakcie. Hostka sprawia wrażenie prostej kobiety... miałem bardzo mieszane odczucia. Udało mi się za to nawiązać dobry kontakt z jej synem. Wyraz "nuda" wymazałbym ze słownika.

Od 3 miesięcy są w programie. Mają polskiego bro pair, który przyleciał do nich po rematchu z Bostonu. Ponoć kilka razy miał przygodę z samochodem, a ostatnia skończyła się poważnym uszkodzeniem 4kółek. Dla rodziny nie miało to znaczenia. Auta i tak nie przewidują dla swojego au pair. Wszystko co potrzebne znajduje się na miejscu, a do Denver można dojechać komunikacją publiczną, która jest dobrze rozwinięta. Więc dlaczego rematch? Bro pair zapomina karmić zwierzaki. Pomimo, iż jest bardzo miły to hostka nie chciałaby mieszkać z kimś kto mentalnie jest jeszcze nastolatkiem. Według niej powodem takiego zachowania jest to, że nigdy ta osoba nie pracowała...

Byli w trakcie rozmowy z trzema kandydatami. Mieli napisać maila; tak, czy nie? Zeszli z profilu. Wspomnę jeszcze, że nie chcieli udostępnić kontaktu do bro pair ponieważ ich LCC im tego nie zaleciła... Poza tym host nie interesował się w ogóle poznaniem mojej osoby, a hostka traktowała mnie bardziej, jak potencjalnego pracownika... szkoda tylko lokalizacji :(

EDIT:

Dzięki grupie Polskie au pair w USA na fb udało mi się odnaleźć chłopaka, który mieszkał z tą rodziną. Okazuje się, że rodzinka z Kolorado często nie przestrzegała grafiku i pracował więcej niż powinien. Poza tym host to bardzo leniwa osoba, która w domu nie robi dosłownie nic. Tylko śpi cały czas. A powód dlaczego byli w rematchu jest zupełnie inny, niż ten który podała mi kobieta. Otóż dzieciak często dzwonił do mamy i za dużo bawił się ze swoim bro pair - tak usłyszała osoba, którą miałem zastąpić...

Match 11

Lokalizacja: Denver, CO
HM: ?
HD: ?
Dzieci: x3

Pojawili się zaraz po rodzinie z sąsiedniego miasteczka. Zdążyłem zobaczyć tylko, że maja trójkę dzieci. W tym samym czasie miałem rozmowę na Manhattanie z moją przyszłą...                        ...host mamą!

Kolejny post: PM i wycieczka do NYC :]

niedziela, 14 lutego 2016

NASCAR

Do dnia, w którym poszedłem obejrzeć wyścigi NASCAR myślałem, że najwięcej hałasu robią startujące samoloty. Myliłem się. Od 7 listopada 2015 roku wiem, że dużo głośniejsze są samochody wyścigowe, które miałem okazje zobaczyć podczas O'Reilly Auto Parts Challenge.

Texas Motor Speedway w Fort Worth, TX

























Kilka ciekawostek:
(w zaokrągleniu)

  • długości okrążenia 1,5 mili (2,4 km)
  • pojemność toru głównego 190 000
  • parking dla samochodów 80 000
  • pozostałe informacje tutaj + mapa
Gigant





















Przed wyścigami można było za dodatkową opłatą zwiedzić wnętrze toru. Ja swój bilet kupiłem online gdzie nie było o tym informacji. Na tor przyjechałem tuż przed wyścigiem, tak więc skupiłem się tylko na pokazaniu Wam samochodów jeżdżących w kółko, i w kółko, i jeszcze raz w kółko.

Co przyciąga ludzi na wyścigi NASCAR? Prędkość, która momentami przekracza 300 km/h. Aby to osiągnąć silnik musi pracować na najwyższych obrotach. Czego efektem jest niewyobrażalny hałas. Oczywiście z tego powodu trzeba przynieść ze sobą stopery lub słuchawki wygłuszające. Mi wystarczyło wyciągnąć dosłownie na kilka sekund stopera z ucha, żeby później zmagać się z olbrzymim bólem głowy. Hałas męczy, ale nie wiedziałem, że aż tak :D Jakie było moje zaskoczenie gdy na samym dole przy ogrodzeniu stało dwóch gości bez żadnych zabezpieczeń słuchu! Na ich szczęście, jakaś starsza Pani zlitowała się nad nimi i wręczyła im stopery. Może nie stracą słuchu na stare lata?


Specjalnie dla fanów motoryzacji dłuższa wersja filmu dostępna tutaj.


Koniec

piątek, 12 lutego 2016

Match 5, 6, 7, 8

Match 5

Chestnut Hill w stanie Massachusetts. Stąd już tylko niecałe 10 km do Bostonu. Niestety, jak szybko rodzinka pojawiła się na profilu, tak szybko z niego zeszła. Nawet nie zdążyłem zajrzeć w ich aplikację. Co do samej lokalizacji wiem tylko tyle ile pokazało mi Googel Maps. Dzielnica jest częścią miasta Newton i zajmuje powierzchnię o wymiarach 1,5 km x 2 km. A zdjęcia satelitarne rozpalają wyobraźnię :D


Cóż to byłby za match?


W niedługim czasie po rodzinie z okolic Bostonu, zadzwoniła do mnie 
polska LCC z Ohio. Zapytała jak idą poszukiwania mojej wymarzonej rodziny i jakie mam oczekiwania względem niej? Rozmowa trwała przeszło godzinę czasu. Otwarcie wymieniliśmy się swoimi spostrzeżeniami. Największe wrażenie na niej zrobiłem stwierdzeniem: "lokalizacja nie jest ważna, jak tylko znalezienie rodziny, w której czułbym się prawdziwym członkiem rodziny". Na koniec zaoferowała pomoc. Za co bardzo dziękuję!



PS. Ponieważ od grudnia nie mogę znaleźć PM, dlatego z powrotem zaznaczyłem, że jestem zainteresowany wszystkimi możliwymi stanami :P

Match 6

Lokalizacja: 40 min do Filadelfii
HM: ?
HD: ?
Dzieci: G8, G2&G2

Zgłosiła się do mnie kolejna rodzina. Niestety byłem zmuszony odmówić ze względu na wiek dzieci. Nie widzę siebie zmieniającego drugi rok z rzędu pieluchy małym dzieciom. W tym konkretnym przypadku ponownie bliźniakom. Czyli wszystko x2. Jeszcze nabawiłbym się urazu psychicznego do własnych dzieci. Poza tym małe dzieci potrzebują bardzo dużo uwagi. Trzeba mieć je cały czas na oku, przy tym wykazać się dużym opanowaniem i cierpliwością. Jeśli nie jesteś taką osobą to nie polecam zajmować się dziećmi poniżej 4-5 lat.


Match 7
Lokalizacja: Dover, MA
HM: marketing for a pharmaceutical company
HD: lawyer
Dzieci: B9, B4&G4

Ponownie zawitała do mnie rodzina z okolic Bostonu. Rodzice sporo pracują. HM w każdym miesiącu spędza 3-5 dni w delegacji. Najstarszy syn spędzałby z nami tylko połowę czasu. Jest dzieckiem z pierwszego małżeństwa jednego z hostów. 
Jako au pair obowiązuje mnie curfew, czyli godzina policyjna nd-czw od 11pm. W weekendy auto musi być zwrócone do północy. Co mi się podobało? Bardzo zielona i spokojna okolica. Rodzina lubi często podróżować. Odrzuciłem match ponieważ nie czułem tego czegoś.


Match 8

Lokalizacja: Arlington, VA
HM: Hospital
HD: Foley Hoag LLP 
Dzieci: B11, G9, G6


Żydowska rodzina, która bardzo dokładnie opisała swoje oczekiwania oraz schedule. Odniosłem wrażenie, że są bardzo sztywni. A po przeczytaniu takiego zdania wiedziałem, że nic z tego nie będzie:

"Use of the car for local trips (such as for classes or going to the gym) might be considered on a case by case basis related to availability of the car and the au pair's driving record, but our au pair should not expect to have access to a car for personal use."

Prawda jest taka, że bez auta ciężko jest cieszyć się z możliwości, jakie daje program au pair. (Wyjątkiem jest np. NYC.) Dlatego jeśli szukacie rodziny to nie polecam takiej, która nie udostępni Wam samochodu. 

PS. Pierwszy rok programu kończy mi się 13 kwietnia. Do tego czasu muszę znaleźć rodzinę. Trzymajcie kciuki! :]

czwartek, 28 stycznia 2016

Halloween

Jeśli zapytać kogoś na ulicy w Polsce, który zwyczaj lub święto najbardziej kojarzy Ci się z Ameryką? Pierwszą myślą, która zazwyczaj przychodzi nam do głowy jest Halloween. I od kiedy zacząłem przeglądać au pair'owe blogi, to zawsze najbardziej intrygowały mnie fotorelacje z tego wydarzenia.

Z początkiem pierwszych dni października obserwowałem, jak Amerykanie zaczęli przyozdabiać domy. Nawet jedna z rodzin na moim osiedlu najprawdopodobniej wynajęła specjalistyczną firmę do udekorowania swojego trawnika. I pisze tak dlatego, że to co tam ujrzałem przerosło moje najśmielsze oczekiwania w negatywnym tego słowa znaczeniu (od 4 min. 39 sek.).

31 października wypadł w sobotę. I najbardziej z tego faktu cieszyły się dzieci, które nie musiały iść do szkoły. Już od południa zaczęły pojawiać się w kostiumach poprzebierane za różnego rodzaju postacie. Widziałem: wróżki, czarownice, bohaterów komiksów, książek, czy też animacji. Kończąc na lekarzach, strażakach i pozostałych osobliwościach. Dorośli również włączyli się do akcji pt. "Cukierek, albo psikus". A co niektórzy rodzice na drugi dzień postanowili wykręcić niezły numer swoim pociechom :D hahaha



C wraz z mamą i swoją koleżanką udały się do sąsiadującego bloku (czyt. dzielnicy mieszkalnej). Znajduje się tam ulica, której mieszkańcy bardzo chętnie biorą udział w "zabawie" Halloween'owej. Również i ja udałem się tam z myślą zobaczenia tego wszystkiego na własne oczy. Przy okazji nagrałem materiał na bloga. Wideo znajdziecie pod spodem. Zaś wspomniana ulica była wyłączona z ruchu samochodowego, a pobliski parking szkolny pękał w szwach. Rotacja ludzi na miejscu była bardzo duża. Nie dziwiła nawet obecność policji. Kto wie, czy byli to prawdziwi stróże prawa, a może przebierańcy? :] Klimat miejsca tworzyły liczne dekoracje, spora liczba osób w kostiumach, panujący półmrok oraz muzyka, która przygrywała w tle. Z twarzy obecnych na miejscu ludzi można było wyczytać zachwyt i radość. 

Całe to wydarzenie obserwowałem z zaciekawieniem. Ale również w głębi duszy patrzyłem na to wszystko z dużą obawą. Jako Katolik przestrzegam wszystkich przed niebezpieczeństwami duchowymi, jakie mogą wyniknąć z takiej "niewinnej" zabawy. Było mi nawet przykro, że podczas niedzielnej Mszy Św. księża nie poruszyli tego ważnego tematu. Jest to bynajmniej bardzo dziwne. Nawet sam Papież Franciszek zakazał udziału w Halloween. Zainteresowanych odsyłam do ciekawej audycji i do obejrzenia tego mocnego filmu:



Mam również mały żal do siebie, że nie nagrałem mojej wizyty w sklepie Party City. Biznes jaki nakręca Halloween jest po prostu oszołamiający, a ceny wyjątkowo wysokie. Dla przykładu strój mnicha, który kupiłem specjalnie na imprezę kostiumową z okazji urodzin Sylwii kosztował mnie około 40$. I był to jeden z najtańszych modeli na 2 tygodnie przed Halloween. BTW. Czego nie robi się na specjalne życzenie jubilatki :D



czwartek, 21 stycznia 2016

Halloween Express

W przedostatni weekend października ruszyliśmy wspólnie z rodzinką w podróż do Texas State Railroad. Naszym celem była przejażdżka zabytkową kolejką. Na miejsce dojechaliśmy 2 minuty przed odjazdem. Wszystko dlatego, że przez prawie całą drogę okropnie padało i do pokonania mieliśmy około 230 km. Pociągiem jechaliśmy jakieś 15 min. Zatrzymaliśmy się tuż obok małego rancha w środku zielonego lasu. Dla dzieci czekało kilka atrakcji takich jak: przejażdżka traktorem, zbieranie cukierków, muzyka na żywo, labirynt z kukurydzy itp. Tematem cała otoczka dotyczyła zbliżającego się wielkimi krokami Halloween. Przy okazji zapowiadam kolejny post, który będzie dotyczył tego właśnie wydarzenia. Oj, będę miał co pokazać :D Po dwóch godzinach przyjechał po nas pociąg i musieliśmy wracać. Choć frekwencja nie dopisała, to my za to świetnie spędziliśmy czas, rodzinnie :]

wtorek, 19 stycznia 2016

Wszystkiego najlepszego Sylwia!

W przedostatni tydzień października, w środku tygodnia zrobiliśmy urodzinową niespodziankę naszej wspaniałej, ukochanej Sylwii. Wszystko przebiegło perfekcyjnie. Nasza Jubilatka została całkowicie zaskoczona. Podejrzewała, że być może Uros coś dla niej zrobi. Ale już na pewno nie tego, że zobaczy Adę i Grześka, którzy w tym czasie mieli być w San Francisco. Ja to w ogóle inna para kaloszy :P Zobaczcie na filmie. Sylwia uwielbiam Twoje komentarze! A na koniec powiem tylko, że kilka dni później odbyła się już oficjalna kostiumowa impreza urodzinowa :D

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Match 4 + kilka słów o angielskim!

Match 4
Lokalizacja: Park City, UT
HM: ?
Dzieci: B6

Samotna mama wyznania mojżeszowego, która adoptowała mulatka zaraz po jego urodzeniu. Ma domek nad Oceanem Atlantyckim w Deleware, blisko Washington D.C. Spędzają tam 3 tygodnie podczas lata. Sporo podróżują, zdrowo się odżywiają i są bardzo aktywni. Napisała mi krótki konkretny email typu "trzymam match do nd, czy umiesz jeździć na nartach?" Rozmawialiśmy 20 min na Skype. Na koniec stwierdziła, że jednak obawia się mojej znajomości angielskiego. Według niej na pewno zrobiłem postępy, ale jej synek bardzo szybko mówi i poza tym jest "very wild". Aktualnie ma bro pair z Irlandii. Podziękowałem jej za szczerość i życzyliśmy sobie "Good Luck". Wspomniała jeszcze, że jest bardzo mało kandydatów gotowych na wyjazd w okresie styczeń-kwiecień. Więc nie będę miał problemu ze znalezieniem rodziny :]

Znajomość języka

Każdy przed przyjazdem tutaj obawia się swojego poziomu znajomości języka. Zastanawia się, czy jest wystarczający, aby aplikować na program? Powiem tak, nie ma czego się bać. Mój angielski był bardzo podstawowy, mówiłem bardzo niegramatycznie i znałem bardzo mało słówek. W szkole na Long Island spotkałem dziewczyny, których angielski był na dramatycznie niskim poziomie. Ledwo potrafiły się przedstawić. Mimo wszystko znalazły rodziny.

Postępy językowe: Na początku większość z Was będzie musiała poradzić sobie z blokadą językową. Czyli obawą przed mówieniem. W myślach będziecie układać wyrazy za nim je powiecie. Nie przejmujcie się i nie zrażajcie się tym. To szybko minie! Tydzień może dwa :) Poza tym Stany są jednym wielkim państwem wielonarodowościowym. Tutaj każdy każdy kiedyś zaczynał naukę angielskiego i ludzie są bardzo wyrozumiali jeśli chodzi o te kwestie. 

Kolejną rzeczą, którą zauważycie po około 2-3 miesiącach od przyjezdu, będzie to, że przestaniecie zastanawiać się, jak powiedzieć coś po angielsku. Po prostu mówicie bez zastanowienia. Oczywiście z błędami, kiepską wymową i nie gramatycznie. Mały szczegół, ale zdecydowanie poprawi humor :)

Następnym ważnym krokiem w nauce języka będzie zwrócenie większej uwagi na gramatykę. Zauważycie miejsca, w których robicie błędy i postaracie się je wyeliminować. Z czasem zaczniecie mówić zdecydowanie poprawniej!

Jak wygląda moja nauka? Jeśli pytacie, czy siedzę nad książkami i się uczę? Odpowiedz jest prosta. Prawie wcale. Uczę się przebywając razem z rodziną, rozmawiając z nimi, słucham tego, jak oni mówią. Obcuję z językiem na okrągło: krótkie rozmowy z ludźmi poznanymi na ulicy, oglądając filmy/telewizję, słuchając radia, mając skype z rodzinami, które szukają au pair. Można tak wymieniać bardzo długo :)

Moje oczekiwania: Przed przyjazdem tutaj zakładałem, że po kilku miesiącach powinienem płynnie mówić po amerykańsku. Dzisiaj już wiem, że za wysoko umieściłem poprzeczkę. Mimo wszystko jestem bardzo pozytywnie nastawiony. Realizuję swoje marzenie, którym jest nauka języka. Nie stoję w miejscu i z miesiąca na miesiąc idę coraz dalej. A najwięcej radości dają mi postępy, jakie zauważam na swojej drodze :)

Morał: Jeśli zastanawiasz się nad wyjazdem... Nie zastanawiaj się. Jedź!

PS. Już dawno chciałem napisać coś o znajomości języka. A dzisiaj zrobiłem to spontanicznie po słowach, które dziś usłyszałem: "I'm sorry but your english is not enough for me". Motywację w górę!

Pozdrawiam :]