niedziela, 20 sierpnia 2017

Time to say goodbye - Wracam do Polski!

Zrobiłem to! Ukończyłem program i po dwóch latach wracam do ukochanej Polski. Yeah! 

Pożegnanie z host rodziną

Ale najpierw zacznijmy od początku końca. Czas jaki pozostał mi do końca programu liczyłem na długo przed powrotem. Łatwiej było mi znieść tęsknotę za krajem. I choć to paradoksalnie zabrzmi, nawet tego nie czułem - "Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go". Jakkolwiek ma to sens :P Zostawmy to...

Ostatni tydzień mojego pobytu zaczął się w poniedziałek, kiedy to zwolniłem pokój dla przyszłej niani. Rodzina skorzystała z jakiegoś programu dla osób posiadających amerykańskie obywatelstwo. Taka osoba zarabia około $600 tygodniowo. Dla porównania au pair tylko $195,75. Dziewczyna przyjechała do nas, aż z Karoliny Południowej. 4 dni prowadziła samochód i przy okazji coś tam zwiedzała :D

Przez kolejne dni miałem za zadanie wprowadzić około 20 letnia dziewczynę w obowiązki dnia codziennego. Czyli wszystko od pobudki, przez zrobienie śniadania, zawiezienie dzieci do szkoły i na dodatkowe zajęcia, po zorganizowanie im czasu wolnego, kończąc na kąpieli, przeczytaniu bajki na dobranoc i położeniu dzieci spać. Choć pracę zazwyczaj kończyłem tuż przed kolacją :]

I nieskromnie powiem, że mając porównanie tego tygodnia, zdałem sobie sprawę jak bardzo cierpliwy, oddany i życzliwy byłem dla mojej rodziny goszczącej. W skrócie; nie uważałem tego za pracę, ale traktowałem to tak, jakbym wypełniał obowiązki mojego własnego życia rodzinnego.

Host po tygodniowej podróży służbowej powrócił w sobotę do domu. Przywitał się z nianią i wieczorem poszliśmy do wykwintnej argentyńskiej restauracji na moją pożegnalną kolację. Powiem Wam, że w życiu nie byłem w tak luksusowej restauracji. Mnóstwo obsługi, stół szwedzki i kelnerzy, którzy widząc zieloną kartę na naszym stoliku, co chwile podchodzili z wieloma rodzajami mięsa. Kto miał życzenie, ten mógł skosztować :) Yummy! +5000 kcal gratis

W domu przyszedł czas na otwarcie prezentów. Otrzymałem magnezy na lodówkę z obrazkami narysowanymi przez dzieci, fotoksiążke ze zdjęciami podsumowującymi cały mój rok spędzony w Kalifornii. Oprócz tego super grę planszową, którą tam polubiłem i masę innych drobiazgów. 

A na sam koniec udanego wieczoru, czekał na nas deser - olbrzymi tort lodowy Oreo :) Oprócz tego bonusem były wybrane przeze mnie waniliowe lody z kawałkami ciastek oreo. Hości nie wiedzieli, czy lubię je w wafelku jako sandwich, czy też na patyku? Więc kupili oba rodzaje. Mniam, same słodkości :D

Tak więc ostanie chwilę spędzone z rodziną były dla mnie wisienką na torcie. Cieszę się, że to właśnie w gronie tej rodziny spędziłem swój drugi rok, jako au pair!

Ostatnie chwile

Z samego rana zawiozłem rodzinę na lotnisko. Polecieli do Tennessee na święta. Mój lot miał być dopiero po południu, wiec w drodze powrotnej zdążyłem pojechać na Mszę Świętą. Następnie miałem całe 2 godziny dla siebie. Czyli krótki odpoczynek, obiad i na deser ponownie moje ulubione lody oreo :] Ostatnią rzeczą, którą zrobiłem tego dnia przed udaniem się na lotnisko, było wzięcie udziału w ostatnim au pair meetingu. Pożegnałem się z moimi ulubionymi LCC. Podziękowałem za wsparcie, za wypieki domowej roboty, których nigdy nie brakowała w trakcie naszych spotkań oraz za całokształt pracy jako Local Childcare Consultant.

Na lotnisku

Długo przygotowywałem się do tej chwili. Chwili w której będę siedział w samolocie lecącym do Polski. Zastanawiałem się jakie to będzie uczucie? I wiecie co? Radość i zadowolenie, że wytrwało się do końca! Wykonałem odpowiedzialne zadanie i w końcu mogę udać się na zasłużony odpoczynek.

Odnośnie moje podróży mogę powiedzieć, że na lotnisku po zważeniu walizki ukazał mi się wynik 25 kg. Czyli 2 kg nadbagażu. Byłem przygotowany na taką okazję i wyrzuciłem stare ubrania, do których miałem sentyment. Wszelkie pozostałe rzeczy poupychałem do granic możliwości w plecaku. Jak dobrze, że na całej trasie San Francisco - Londyn - Warszawa - Szczecin, nie sprawdzono plecaku przy wejściu do samolotu. Na pewno przekroczyłem obowiązujące limity. Jako ciekawostkę dodam, iż w całym Jumbo Jetcie widocznym poniżej, klasa ekonomiczna zajmowała tylko tył samolotu - dosłownie jeden "przedział".







Dopiero na 30 minut przed planowym odlotem do Warszawy otrzymaliśmy informację, gdzie został podstawiony nasz samolot. Chwilę po starcie i nakręceniu filmiku z Heathrow, udało mi się w końcu zasnąć - 24h na nogach zrobiło swoje. Na całe szczęście obudziłem się w chwili kiedy samolot zaczął schodzić do lądowania. Kiedyś wyczytałem, że w trakcie startów i lądowań człowiek nie powinien spać ze względów zdrowotnych. Inaczej można zrobić sobie krzywdę.




Z Warszawy wystartowaliśmy z 25 minutowym opóźnieniem. Byłem niezadowolonym z tego powodu. Właśnie tylu minut zabrakło mi, aby móc podziwiać Szczecin jeszcze za dnia. Szkoda bo nagrałbym więcej materiału dla filmiku, który znajduje się poniżej.

Po wylądowaniu na lotnisku czekała na mnie mama z bratem. Radość ogromna! Tak kończy się 2 letnia przygoda. Ale to jeszcze nie jest koniec bloga! W kolejnym poście pochwalę się swoją 4 tygodniową podróżą po Polsce. Dopiero po niej zrobię spis postów, których planowałem dokończyć po powrocie do Polski. I jak je uzupełnię, to będzie koniec :P




Let's keep in touch and maybe one day I'll try finish this blog :]

2 komentarze:

  1. Dopiero teraz odkryłam Twojego bloga kiedy sama zaczynam program Au Pair :) Fajnie jest zobaczyć kogoś z rodzinnego miasta Szczecin kto też przeżył tą przygodę. Powodzenia na dalszej drodze życia!
    Sara - http://addforthesun.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Miło mnie zaskoczyłaś tym komentarzem :) Mam nadzieję, że wspaniale spędzisz swój rok w Stanach. Tego Tobie życzę!

      PS. Przy okazji zajrzę też na Twojego bloga :P

      Usuń