niedziela, 13 listopada 2016

Rowerem do San Francisco (2)

Od kilku miesięcy zmagam się z totalnym brakiem motywacji... Post zostanie ukończony po powrocie do Polski. Wracam tuż przed Wielkanocą.

Calaveras Big Trees State Park (2)

Od kilku miesięcy zmagam się z totalnym brakiem motywacji... Post zostanie ukończony po powrocie do Polski. Wracam tuż przed Wielkanocą.

Sierra Nevada - Wakacje z rodziną

Od kilku miesięcy zmagam się z totalnym brakiem motywacji... Post zostanie ukończony po powrocie do Polski. Wracam tuż przed Wielkanocą.

piątek, 26 sierpnia 2016

500 dni w USA

Tak szybko ucieka czas, że prawie przeoczyłem ten symboliczny dzień - 500 dni w Stanach, jako bro pair. 13 kwietnia 2015 roku, dzień po Wielkanocy wyruszyłem w daleką podróż, aby zrealizować jedno ze swoich marzeń, czyli nauczyć się angielskiego :) Drugą rzeczą, która sprawiła, że stanąłem po raz trzeci na ziemi Amerykańskiej, było opóźnienie startu w dorosłe życie.

Z pewnością napiszę więcej, ale musiałem po prostu dodać tego posta, aby nie przeoczyć tej daty :D Postaram się "niedługo" wrzucić coś więcej... Czekam na przypływ weny i chwili wolnego czasu :P

Alameda County Fair

Post zostanie ukończony najprawdopodobniej po powrocie do Polski. Zbyt duży materiał, abym zmontował coś na wysokim poziomie, przy małej ilości wolnego czasu. Proszę o wyrozumiałość.

Swoją drogą jest to drugi post, który nie będzie chronologicznie opisywał mojej przygody :P

sobota, 13 sierpnia 2016

Filoli: zajrzeć do posiadłości Carringtonów

Wspólnie z Izą pojechaliśmy na wycieczkę do "FILOLI". W przewodniku to miejsce ma rangę "must see". Czyli nie mogło nas tam zabraknąć :P Rezydencja posiada bardzo duży ogród i położona jest w uroczym miejscu, otoczonym zielonymi wzgórzami. Na początku nasze kroki skierowaliśmy do głównego budynku. Dla zwiedzających udostępniono tylko pierwsze piętro, czyli tłumacząc z amerykańskiego - parter. Górę zajmowały biura i pomieszczenia gospodarcze. A największe wrażenie zrobił na mnie wystrój gabinetu oraz jadalni, gdzie pomieszczenia wykończono szlachetnym drewnem, i przyozdobiono pięknymi meblami. W takim otoczeniu nie wiele potrzeba, aby wyobrazić sobie luksusowe życie, elit minionych wieków. 

Następnie skorzystaliśmy z opcji zwiedzania ogrodu z panią przewodnik. Godzinny spacer z mnóstwem informacji, których nie sposób sobie przypomnieć. Dlatego szukając informacji o tym miejscu, znalazłem ciekawy wpis, który uzupełni moją wypowiedź o pewną ciekawostkę:


"Lata '80-te w telewizji praktycznie na całym świecie należały do serialu, którego początkowo nikt nie traktował na poważnie. Przez pierwszy rok nie wiadomo było nawet czy "Dynastia" przetrwa, czy sprosta oczekiwaniom widzów, a przede wszystkim czy ich nie znudzi już na samym początku. "Dynastia" miała pokazać problemy, z jakimi zmagają się ci najbogatsi. Przez 9 lat przepych lał się z ekranów, a jednym z jego symboli była posiadłość głównego bohatera: Blake'a Carringtona.

Niewiele osób wie, że posiadłość, która była filmowym domem jego rodziny, nigdy nie znalazła się na planie serialu. Widziane między poszczególnymi scenami przebitki były jedynie filmowane bez udziału aktorów. Dopiero w roku 2006, kiedy telewizja CBS nakręciła spotkanie aktorów po latach, po raz pierwszy wynajęto w tym celu dom, słynny choćby z czołówki serialu: posiadłość Filoli.

Posiadłość zajmuje 265 hektarów w Woodside (Kalifornia), 40 kilometrów od San Francisco. Obecnie, Filoli należy do amerykańskiej National Trust i otwarta jest dla zwiedzających.

Filoli została zbudowana między 1915 a 1917 rokiem dla Williama Bowers Bourna II, właściciela jednej z najrężniejszych najbogatszych kopalni złota w Kaliforni "Spring Valley Water Company", która także dostarczała wodę do San Francisco. Posiadłość zaprojektował Willis Polk, który już wcześniej projektował domy dla Bourn'a.  Do 1922 roku ukończone zostały otaczające dom ogrody, które funkcjonują do dziś.

Filoli służyła rodzinie Bourna do roku 1936, a nazwa jej nazwa została wyłoniona z pierwszych liter credo Bourna: "FIght fo a just cause, LOve your fellow man, LIve a good life". Po śmierci Bournów w 1936 roku posiadłość została sprzedana i przeszła w prwatne ręce rodziny Rothów, ale w 1975 roku właścicielka Filoli przepisała posiadłość państwu i wtedy opiekę zaczęła sprawować nad nią National Trust.

Filoli służyła za tło wielu hollywoodzkich produkcji. Najbardziej rozpoznawalna stała się dzięki "Dynastii", ale pojawiła się też m.in.: w "Heaven Can Wait" Warrena Beatty'ego i licznych telewizyjnych produkcjach dokumentalnych."
autor: Filip Cuprych


Ponieważ rezydencję zamykają już o 15:30, a my nie chcieliśmy jeszcze kończyć dnia, udaliśmy się do pobliskiego parku, z którego rozciągał się taki widok na Zatokę San Francisco.


Edgewood Park & Natural Preserve

środa, 10 sierpnia 2016

Alcatraz

Czego nie zrobiłem trzy lata temu, zrobiłem teraz. Czyli, odwiedziłem słynne Alcatraz. Miejsce, które swoją nazwę zawdzięcza hiszpańskiemu porucznikowi, który przybył tam statkiem 5 sierpnia 1775 roku. Nazwa „La Isla de Los Alcatraces” oznacza "Wyspę Pelikanów". 

Na dwa lata przed wybuchem wojny secesyjnej, na wyspie wybudowano fort, który w trakcie wojny pełnił również rolę wiezienia wojskowego. Natomiast w 1934 roku powstało tam więzienie federalne dla najgorszych przestępców. Przebywał tam Al Capone, który dostał karę 11 lat wiezienia za unikanie płacenia podatków. Łamania prohibicji nie potrafiono jemu udowodnić :D W 1963 roku wiezienie zamknięto z powodu zbyt wysokich kosztów utrzymania. 



Nadarzającą się okazję próbowali wykorzystać Indianie, którzy rok później przejęli niezamieszkaną wyspę. Powołali się na traktat z 1868 roku, który gwarantował Indianom zwrot każdej ziemi, którą porzuciły władze federalne. Richard McKenzie i kilku Siuksów po 4 godzinnej okupacji zostali jednak z niej wydaleni. 

W październiku 1969 pożar zniszczył American Indian Center w San Francisco. Działacze aktywistycznej grupy znanej jako "Indians of All Tribes", wyruszyli na wyspę 9 listopada pod wodzą studenta Richard'a Oakes'a w liczbie 5 osób. Następnego dnia zostali z niej usunięci przez straż przybrzeżną.

Ich determinacja była jednak zdecydowanie większa niż można było się spodziewać. 20 listopada tego samego roku, pod osłoną nocy ponownie powrócili na wyspę w liczbie 79 osób, w tym kobiet i dzieci. Oprócz tego ogłoszono także ciekawą deklarację:


"My, pierwsi Amerykanie, występując w imieniu Indian Wszystkich Plemion, korzystamy z prawa odkrywców i pod swą władzę bierzemy ziemię zwaną wyspą Alcatraz. Pragniemy zachować się w sposób sprawiedliwy i honorowy wobec zamieszkujących tę ziemię przodków rasy kaukaskiej i dlatego proponujemy im następujące warunki: rzeczoną wyspę nabywamy za 24 dolary płatne w czerwonej tkaninie i szklanych paciorkach, zgodnie z precedensem stworzonym przez białych, którzy w ten właśnie sposób weszli przed 300 laty w posiadanie podobnej wyspy. Wiemy, że równowartość 24 dolarów za 16 akrów gruntu stanowi cenę wyższą od tej, jaką zapłacono za wyspę Manhattan, zdajemy sobie jednak sprawę z faktu, że ceny gruntu podniosły się. Zaoferowana przez nas suma 1,24 dolara za akr znacznie przewyższa 47 centów za akr zapłacone przez białych pewnym plemionom z Kalifornii za ich ziemię. Mieszkańcom nabytej wyspy oddamy część ich terytoriów, która z pożytkiem dla nich zarządzana będzie przez Biuro do spraw Białych, ale będzie ich na zawsze, tak długo, jak wschodzić będzie Słońce, a rzeki będą wpadać do morza. Pokażemy tym ludziom, jak powinni żyć. Udostępnimy im naszą religię, naszą wiedzę i nasz styl życia, aby umożliwić im osiągnięcie naszego poziomu cywilizacji i podźwignięcie się ich samych, a także ich innych białych braci z pożałowania godnego stanu dzikości. Propozycję tę składamy w dobrej wierze i pragniemy, by wszelkie nasze stosunki z białymi cechowała sprawiedliwość i wzajemne poszanowanie godności."

Z początkiem okupacji, Indianie otrzymali olbrzymie poparcie społeczeństwa. Zaowocowało to założeniem na wyspie przedszkola, szkoły, radia, uruchomieniem generatorów prądu, otrzymaniem łodzi od rockowego zespołu "Creedence Clearwater Revival", którą to dowożono zaopatrzenie z nabrzeża nr 40, oraz wsparciem gwiazd filmu. W szczytowym okresie na wyspie przebywało nawet do 600 osób.

Niestety z początkiem 1970 roku, 13 letnia pasierbica charyzmatycznego Richard'a Oakes'a zginęła po upadku ze skarpy. Po tym wydarzeniu Oakes wraz z żoną opuścił wyspę, a indiańscy studenci powrócili do nauki. Ich miejsca zajmowali hipisi i włóczędzy. Na wyspie pojawił się alkohol i narkotyki. To skłoniło Indian do odmawiania noclegu dla osób postronnych. Z czasem poparcie społeczeństwa i morale aktywistów zaczęły opadać. Rząd Stanów Zjednoczonych stracił cierpliwość w skutek niemożności uzyskania kompromisu i wykorzystał sytuację kiedy na wyspie pozostało tylko 15 protestujących (6 mężczyzn, 5 kobiet i 4 dzieci). 11 czerwca 1971 roku siły rządowe zakończyły trwającą prawie 19 miesięcy okupację wyspy. Alcatraz dla turystów otworzyło się dopiero 1973 roku.

Mimo wszystko Indianie dopięli swego. Zwrócili uwagę Ameryki i całego świata na swoją trudną sytuację. Alcatraz zaowocowało korzystnymi dla nich zmianami w prawie. Oprócz tego rząd USA zwrócił miliony akrów ziemi przodkom Indian...

Wyszukując źródła, trafiłem na kilka historii dotyczących Alcatraz. W szczegółach nieznacznie różnią się one od siebie. Dlatego powyższy tekst w niewielkim stopniu może odbiegać od faktów historycznych. Proszę mieć to na uwadze! 




Wzbogacony o wcześniejsze doświadczenie, bilety na prom wycieczkowy nabyłem dużo, dużo wcześniej. W okresie wakacyjnym prawie niemożliwe jest zakup jakiegokolwiek biletu. Warto o tym pamiętać, jeśli zdecydujecie się odwiedzić wyspę.

W dzień mojej wycieczki na Alcatraz niestety nie trafiłem na dobrą pogodę. San Francisco było całkowicie zachmurzone. Zresztą pogoda tutaj zawsze jest gorsza, niż w Krzemowej Dolinie. A dzieli ją tylko 25 km. Często rano występują mgły, dokucza wiatr, i temperatura jest niższa o kilka stopni. Oprócz tego jest tam bardzo tłoczno, drogo i trzeba się nieźle nachodzić. Cieszę się, że ta nie mieszkam :P 

Pozostało mi już tylko zaprosić Was na moją video-fotorelację :]





Odpływamy!
2 km później
No to schodziymy :]
Pora wracać :]
Na koniec wycieczki warto zerknąć na makietę :P

PS. Na samym początku mojej przygody w Teksasie, od wracającego z podróży służbowej hosta, otrzymałem w prezencie czapkę z napisem "Alcatraz". Czyżby przeczuwał, że na drugi rok wybieram się do Kalifornii?

PS2. Pierwszy raz zdarzyło mi się pomylić kolejność dodawania postów :P

poniedziałek, 18 lipca 2016

Rowerem po okolicznych szczytach

Po tygodniowych wakacjach rodzina w końcu wróciła do domu. Mogłem pojechać nawet z nimi, ale wolałem spożytkować czas będąc tutaj na miejscu, niż na farmie w Tennessee. Odbyłem weekendową wycieczkę do Sequoia National Park, dwa razy odwiedziłem DMV, aby przyspieszyć wydanie kalifornijskiego prawa jazdy, byłem na domówce i po raz drugi zjeździłem San Francisco na rowerze. Oprócz tego zobaczyłem: Alcatraz, Levis Stadium, Winchester Mystery House. I przez cały ten extra wolny czas, mogłem się porządnie wyspać. Zgadza się, nie wykorzystałem jeszcze ani jednego dnia urlopu, jaki mi przysługuje :]

Ale jakie było moje zdziwienie kiedy okazało się, że w poniedziałek zamiast wrócić do pracy, otrzymałem kolejny dzień wolny. Dzień wolny w poniedziałek, hmm..? Musiałem sobie jakoś poradzić :D A że pogoda w Kalifornii gwarantowana: słońce, praktycznie bezchmurne niebo i temperatura w sam raz (mowa o Krzemowej Dolinie), i nie mając zbyt wielu opcji, i możliwości, zdecydowałem się na standardowe rozwiązanie - wycieczka rowerowa po "najbliższej" okolicy :P

W planie miałem tylko Coyote Hills Park, który wcześniej mijałem podczas innej przejażdżki rowerowej. Jest to miejsce z pięknym widokiem na Zatokę San Francisco, o czym będziecie mogli przekonać się oglądając zdjęcia, które zamieściłem poniżej. O filmie też pamiętałem :]




Jedyna atrakcja z siedziby FB
Spojrzenie na Zatokę San Francisco
Po drugiej stronie Zatoki, po prawej Coyote Hills Park
Nie mam pojęcia co tutaj będzie :P
W każdym razie tak to wygląda z góry :]
Z tego miejsca w linii prostej do domu mam około 12,5 km
Takie widoki z Coyote Hills :D

Kończąc robić ostatnie zdjęcia z Coyote Hills, spojrzałem na najwyższy szczyt oddalony o 27 km ode mnie. To wystarczyło, aby zdecydować się na jego zdobycie. Na wejście, zejście i powrót do domu miałem nieco ponad 4h. Wieczorem czekały mnie zajęcia w szkole, na które i tak się spóźniłem :D Ale czego się nie robi dla przygody? W sumie nawet nie miało znaczenia, że byłem bez pieniędzy, jedzenia i miałem tylko 0,5l wody. Przygoda, wyzwanie i podróż w nieznane. To lubię!


Mission Peak Summit - największe wyzwanie tego dnia. 
Czas zdobyć kolejny szczyt :P
I powolutku, wytrwale pod górę z takim krajobrazem :)
Do pokonania tylko 650 m w pionie, a ja pcham się tam z rowerem :D
Ale dla takich widoków warto, prawda?
Coraz bliżej szczytu, coraz bliżej szczytu...
Mission Peak Summit - 767 m n.p.m.
Mapka podglądowa

Na samym końcu chciałbym się pochwalić tym, że mój blog oraz blog Karoliny, wygrał w konkursie na "Najlepszy Blog Au Pair Miesiąca (edycja Maj/Czerwiec 2016)". Jest mi z tego powodu bardzo miło. Ta wiadomość była dla mnie sporym zaskoczeniem, a świat od razu stał się piękniejszy. Cieszę się, że moja twórczość została doceniona. Jestem dumny z tego wyróżnienia, +50 do motywacji :]

Dziękuję!

Levi's Stadium

Post zostanie ukończony najprawdopodobniej po powrocie do Polski. Zbyt duży materiał, abym zmontował coś na wysokim poziomie, przy małej ilości wolnego czasu. Proszę o wyrozumiałość.

Sequoia National Park

Post zostanie ukończony najprawdopodobniej po powrocie do Polski. Zbyt duży materiał, abym zmontował coś na wysokim poziomie, przy małej ilości wolnego czasu. Proszę o wyrozumiałość.

piątek, 1 lipca 2016

Google

Pewnego razu odwiedziłem siedzibę Google w Mountain View. Gigant informatyczny posiada spory kompleks budynków, które rozlokowane są na bardzo dużym obszarze. W filmie pokaże Wam tylko niewielki skrawek.

Każdy turysta pstryka sobie zdjęcia na tle kolorowego napisu "Google" oraz z zielonym Androidem. Aby by zobaczyć coś więcej, koniecznie trzeba znać kogoś, kto tam pracuje. Taka osoba może zabrać swoich gości do Google Visitor Center, a nawet pokazać miejsce pracy od środka :P

Ja miałem to szczęście, że znajomy, znajomej pracuje w Google. Tak więc udało mi się zajrzeć do wnętrza jednego z budynków. Jak zapewne wiecie, Google jest jednym z najlepszych pracodawców na świecie. Każdy informatyk chce tam pracować. Pracownikom przysługuje darmowe jedzenie z licznymi udogodnieniami, o których przeczytacie tutaj. Minusy również się znajdą haha :D


piątek, 17 czerwca 2016

Rowerem do San Francisco

Dwie pieczenie na jednym ogniu, czyli połączenie przyjemnego z pożytecznym. W moim przypadku było to uczestnictwo w polskiej Mszy Świętej, połączonej z wycieczką rowerową do San Francisco, którą już zaplanowałem na samym początku kalifornijskiej przygody. Wyjechałem o 7:15, aby zdążyć na jedyną Mszę o 10:30. Po drodze minąłem półmaraton kobiet, który miał promować aktywność fizyczną wśród płci pięknej. A same zawody odbyły się w fajnej scenerii Zatoki San Francisco, w pobliżu lotniska. Na moje oko było tam około 4-5 tysięcy zawodniczek :)

56 km pokonałem w czasie poniżej 3h. Jest to dobry wyniki. Tym bardziej, że momentami wiał silny wiatr, który spowalniał jazdę, jak również liczne znaki stopu lub czerwone światła. Po dotarciu do San Francisco, w miejscu gdzie stoi polski kościół, na ulicy spotkałem ekipę filmową, przygotowującą się do nakręcenia jakiejś sceny :P Rower został w salce parafialnej, która znajdującej się pod świątynią. Po Mszy odbyła się tam skromna uroczystość rozdania świadectw, kilku dzieciom chodzącym do polskiej szkoły. Nie dziwi mnie to, ponieważ Polonia z San Francisco jest bardzo mała. Pewnie za kilka lat parafii będzie groziła likwidacja. Inaczej ponoć jest z Polonią z San Jose, która jest liczna i kiedyś być może ją odwiedzę :)

Kolejne kroki skierowałem w stronę Lombard Street, którą znam z GTA San Andreas. Ruch przy niej jest bardzo duży. Nieustana kolejka samochodów oczekuje na zjazd, po tej najbardziej krętej uliczce świata. Ja również chciałem się przejechać, ale nie mogłem w tym samym czasie nagrywać i jechać rowerem. Dlatego zdecydowałem się prowadzić rower środkiem ulicy. Zdziwienie niektórych ludzi bezcenne :D

Ostatnim przystankiem przed powrotem do domu, była obowiązkowa jazda rowerem po Golden Gate. Ruch na nim, jak na Marszałkowskiej. Nieustanne rzesze turystów i bardzo silny wiatr wiejący od Zatoki. Pogoda w jego okolicy bardzo szybko ulegała zmianie. Jako ciekawostkę powiem, że  jest nazywany również "mostem samobójców". Według Wikipedii życie na nim odebrało sobie 1500 osób. Mi wystarczyło tylko spojrzeć przez barierki, aby uświadomić sobie, że trzeba być na prawdę desperatem, aby to zrobić.

Swoją droga dlaczego ratujemy samobójców np. tych próbujących skoczyć z Golden Gate, a w niektórych krajach mogą oni odebrać sobie życie całkowicie legalnie? Mam na myśli eutanazję... W Holandii dolna granic wieku to 12 lat, a w Belgii nie ma żadnej!

Aby pozytywnie zakończyć post powiem, że Bay Area jest przyjaznym miejscem dla rowerzystów. Infrastruktura rowerowa jest tutaj bardzo dobrze rozwinięta, a kierowcy zwracają szczególną uwagę na cyklistów. Poza tym rower jest najtańszym i legalnym sposobem na podróżowanie (autostop w Stanach jest zabroniony).



Łącznie tego dnia przejechałem około 130 km. I na pewno nie była to moja ostatnia, taka wycieczka :D

sobota, 11 czerwca 2016

Polish Heritage Festival in Belmont, CA

Przypadek sprawił, że zobaczyłem na Facebook'u wydarzenie zapraszające na polski festiwal do Belmont. Świadomość, że zastanę tam polskie jedzenie rozpaliła moją wyobraźnie. I nie zawiodłem się. Spośród licznych polskich dań skusiłem się na pierogi z serem oraz kremówkę. Smakowało dobrze, ale bez rewelacji. Przecież wiadomo, że moja mama robi najlepsze pierogi na świecie! A na kremówkach najzwyczajniej się nie znam :P

Znam się za to na polskich festiwalach. Ten był moim trzecim na ziemi Amerykańskiej. Co mogę o nim powiedzieć? Festiwal trwał tylko jeden dzień, a na dodatek kończył się bardzo wcześnie o godzinie 18:00! Atmosfera była iście piknikowa, a nie festiwalowa. To jest tak, jakby na stadion przyszli sami "Janusze". Było tak mało chętnych osób do zabawy pod sceną, że szkoda o tym mówić. Albo ludzie za mało wypili, albo piosenki były niewłaściwie dopasowane? Sam nie wiem? :D

Aby nie było, że tylko narzekam, to powiem coś o plusach. Jak na drugi festiwal, organizacja stała na wysokim poziomie. Nie brakowało polskich przysmaków, choć na schabowego czasami trzeba było poczekać :P Zresztą, co ja będę Wam mówił? Zobaczcie sami :]